„Znamieniem przynależności do kulturowej elity jest dziś maksymalna tolerancja i minimalna wybredność. Snobizmem kulturalnym jest ostentacyjne wyrzekanie się snobizmu” – pisze Bauman w swojej kongresowej książce  „Kultura w płynnej nowoczesności” i przywołuje kategorię „wszystkożerności” (wymyśloną przez Richarda A. Petersena). Wszystkożerni wedle Petersena konsumują w szerokim zakresie zarówno popularne, jak i wysokie formy sztuki. Bauman stawia sprawę ostro: „To już nie konfrontacja jednego (wyrafinowanego) gustu z innym (wulgarnym), ale wszystkożerności z jednożernością, gotowości konsumowania wszystkiego z wybiórczym konsumowaniem.”

Wydaje się, że koncerty Penderecki, Aphex Twin & Greenwood miały być potwierdzeniem powyższych tez. Jak to entuzjastycznie podsumował Roman Pawłowski w relacji z kongresu  „Ktoś, kto widział, jak ponad 3 tys. widzów słucha koncertu muzyki Krzysztofa Pendereckiego i Johna Greenwooda z Radiohead, nie miał wątpliwości, że dawne podziały na sztukę elitarną i masową nie mają już sensu.”

Do niedawna sam byłem zwolennikiem tezy o nieadekwatności podziału na sztukę elitarną i masową. Jednak lektura książki Baumana zrodziła we mnie wątpliwości, a wspominane koncerty, przeciwnie niż u Pawłowskiego, w tych wątpliwościach mnie utwierdziły.

Rzeczywiście, dieta szeroko rozumianych elit jest obecnie urozmaicona. Do jadłospisu trafia od czasu do czasu serial, powieść science-fiction, teledysk, a nawet gra komputerowa.  Jednak więcej egzotycznych potraw wpisanych menu nie oznacza, że jesteśmy w stanie spróbować wszystkiego co jadalne.

Zgoda, jesteśmy świadkami gwałtownego poszerzania się kanonu, ale to wciąż kanon. Fenomeny kultury popularnej muszą spełnić pewne warunki, żeby trafić do karty dań człowieka kulturalnego. Aphex Twin? Może być, to przecież „ambitna elektronika” no i jest nazywany „Mozartem muzyki elektronicznej”. Greenwood z Radiohead? W porządku, to kompozytor, nie tylko gitarzysta. Philip K. Dick? Przecież podejmował ważkie tematy filozoficzne, a science-fiction to był tylko sztafaż, tak naprawdę to była literatura głównego nurtu. Człowiek kulturalny może od niedawna przyznawać się nawet do oglądania seriali, bo są ważnym kulturowym fenomenem i dają wgląd w kondycję społeczeństwa (nawet te o zombie)…

Nadal trzeba znać niepisane reguły, które pozwalają odróżnić, na co kulturalny człowiek może sobie pozwolić, a na co już nie (nadal nie wolno Wam czytać książek Paulo Coelho! i nucić „Baby” Justina Biebera też nie!! za to możecie już bez wstydu oglądać True Blood i Glee). Zjawiska z peryferii kultury, zanim trafią do jej centrum, muszą przejść proces oczyszczenia. Trzymając się metafor kulinarnych, muszą być odpowiednio przyrządzone. Horrorów nie spożywamy na surowo, żeby się po prostu bać i czuć obrzydzenie. Konsumując jesteśmy świadomi, że ten gatunek filmowy wyraża lęki społeczne.

Nie ulega wątpliwości, że wspólny występ Pendereckiego i Aphex Twina był zderzeniem dwóch różnych światów. Na koncercie w jednym rzędzie usiedli odziani w garnitury europejscy biurokraci i młodzi bywalcy klubów w t-shirtach i trampkach (z jednym rzędem trochę przesadziłem, powiedzmy, że w bliskich sobie sektorach). O tym, że było to nietypowe spotkanie świadczą odmienne sposoby relacjonowania koncertu. Podczas gdy Dorota Szwarcman na swoim muzycznym blogu używa takich określeń jak „(utwór) trochę przypominał obniżony do basów i mocno zgłośniony gamelan”, „Polymorphia poniekąd od końca odtworzona, czyli od owego akordu C-dur” użytkownik forum internetowego fanów drum’n’bass pisze tak: „aphex twin też nieźle pocisnął. Widać, że chciał zagrać bardziej core’owo, więcej szatańskich noisów, ale nie mógł się za bardzo rozpędzić, ale momentami niezły speedcore:).”

Elity wyrzekają się snobizmu i chcą być minimalnie wybredne i maksymalnie tolerancyjne. Penderecki wystąpił z Aphex Twinem. Wciąż mamy do czynienia z kanonem. Poszerzonym, ale wciąż kanonem. Dlatego nie będzie koncertu Penderecki & Rubik.

Dystynkcja (patrz s. 19 książki Baumana) ma się dobrze.

Reklamy