Właśnie kupiłem książkę, która nie została wydana. Owszem, jest to książka o Philipie K. Dicku, ale mój zakup nie ma nic wspólnego z prekognicją, podróżami w czasie czy alternatywną rzeczywistością. Ma za to wiele wspólnego z realnym zjawiskiem, chociaż osobliwym i o dziwnej nazwie. Z crowdfundingiem.

Było to tak. Znajomy, z którym dzielę wieloletnią fascynację twórczością Dicka, przesłał mi na Gadu Gadu link do strony na Facebooku, na której był link do serwisu Polak Potrafi. Przeczytałem, Polubiłem, Kupiłem. Niewydaną książkę „Gnostycyzm w literaturze Philipa K. Dicka”. Wyrażając się precyzyjnie, nie tyle „kupiłem”, co „dofinansowałem projekt wydania książki korzystając z serwisu crowdfundingowego Polak Potrafi„.

Wcześniej czytałem trochę na temat crowdfundingu, z czystej ciekawości podglądałem serwis Kickstarter, zastanawiałem się nawet czy nie wesprzeć finansowanego tą metodą filmu Iron Sky (koniecznie obejrzyjcie zwiastun!).

Jednak przejście od obserwacji do zaangażowania nastąpiło dopiero teraz. Widać potrzebny był temat, który będzie mi na tyle bliski, aby życzliwe zainteresowanie przemienić w realne wsparcie. Musiałem poczuć, że ta książka naprawdę powinna się ukazać, że chcę ją przeczytać.

Opisałem wyżej drogę od uzyskania informacji o projekcie do jego wsparcia oraz powody zaangażowania, bo te dwa czynniki sprawiają, że mój stosunek do idei crowdfundingu jest wyłącznie entuzjastyczny (osoby pragnące ostudzić mój entuzjazm zapraszam do podawania słabych stron tej metody w komentarzach).

Sposób rozpowszechniania informacji oraz poleganie na osobistej, nacechowanej emocjami, motywacji – te dwa czynniki wróżą crowdfundingowi sukces. Dzięki powszechnemu w internecie linkowaniu, polecaniu znajomym, lubieniu, słowem – podawaniu dalej, nawet najbardziej niszowy projekt ma szansę na zgromadzenie wokół siebie zwolenników, gotowych zaangażować środki finansowe. Jednostkowo nieznaczne, ale po zsumowaniu umożliwiające realizację projektu.

Autor książki „Gnostycyzm w literaturze Philipa K. Dicka” zachęca do wsparcia swojego pomysłu hasłem „zostań mecenasem kultury.” W tej promocyjnej zachęcie jest coś intrygującego. Być może rzeczywiście po mecenacie kościelnym, państwowym, biznesowym przyszedł czas na mecenat demokratyczny? Na mecenat indywidualny zamiast mecenatu instytucjonalnego?

Oby tak było, to wyjątkowa szansa dla projektów kulturalnych. Będę jeszcze pisał o crowdfundingu, o tym czy uda się znaleźć polski odpowiednik terminu też. Tymczasem zastanówcie się, czy nie chcielibyście przeczytać książki o wątkach gnostyckich w książkach Dicka? Nie jesteście ciekawi, czy Bóg może przybrać formę aerozolu?

[aktualizacja 20.02.12 projekt „Bóg w sprayu” zakończył się sukcesem]

Reklamy