W ramach wiosennych porządków warto ułożyć obok siebie dwie linie argumentacji, które występują w dyskusjach na temat kultury i jej finansowania. Te dwie linie celnie nazwała i opisała w wywiadzie na temat Paktu dla Kultury Bogna Świątkowska. Zrobiła to wprawdzie tylko po to, żeby za moment poddać obydwa typy argumentów krytyce (której pewnie poświęcę osobny wpis).

W wywiadzie mowa o dwóch argumentach:

1. kultura ma istotny udział w tworzeniu PKB

2. kultura służy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego

Linię pierwszą wykorzystuje kampania społeczna „Kultura się liczy”, druga jest motywem przewodnim działań Obywateli Kultury.

Zamiast o dwóch argumentach wolę mówić o liniach, typach argumentacji. Jeden typ odwołuje się do korzyści ekonomicznych, drugi do społecznych. Ważny jest kontekst uzasadniania publicznego finansowania kultury, dlatego nie chodzi tutaj o dwa różne sposoby opisywania kultury, tylko o dwa typy argumentów.

W zasadzie wszystkie pojawiające się w aktualnych dyskusjach argumenty na rzecz kultury można przypisać do której z wymienionych linii. Nawet uwzględniając poczynione przez Bognę Świątkowską w tym samym tekście zastrzeżenia.

Dzięki uporządkowaniu dyskusji można jasno postawić problem. Na przykład w formie pytania: czy te dwa typy argumentacji można pogodzić? Czy, argumentując na rzecz kultury, można je stosować równocześnie? Zagadnienie dotyczy określenia relacji pomiędzy ekonomicznym, a społecznym uzasadnianiem potrzeby publicznego finansowania kultury.

W rzeczywistości te dwa typy argumentów mieszają się ze sobą. Na przykład w kampanii „Kultura się liczy” pojawiają się argumenty społeczne, a ruch Obywateli Kultury odwołuje się do ekonomicznej linii argumentacji.
Mam jednak przeczucie, że łączne stosowanie dwóch typów argumentacji ma swoje ograniczenia. Dlatego, że stosując określony typ argumentów, uzasadnia się potrzebę istnienia określonego typu kultury. Być może budowaniu społeczeństwa obywatelskiego służą najlepiej wydarzenia artystyczne całkowicie odmienne od tych, które mają istotny udział w tworzeniu PKB.

Relacja ekonomicznego i społecznego uzasadniania kultury nie jest jednoznaczna. Można ją na przykład (jak czyni Lidia Makowska) ująć dynamicznie, jako relację następstwa. Przejścia od mniej dojrzałego, ekonomicznego, argumentowania na rzecz kultury do formy lepiej uzasadnionej, która polega na ujmowaniu roli kultury w kontekście społeczeństwa obywatelskiego.

Możliwości jest zresztą wiele. Można przecież uznać, że chodzi tylko o PKB. Kultura owszem buduje społeczeństwo obywatelskie, które cechą jest wysoki poziom kapitału społecznego. Ten zaś kapitał jest potrzebny do generowania wyższego PKB.
Tak czy inaczej, wyróżnienie dwóch typów argumentów i zastanawianie się nad ich relacją silnie porządkuje, nierzadko chaotyczną, dyskusję na temat finansowania kultury.

Jeden problem, dwa typy argumentów, kilka komentarzy – ułożone obok siebie. Jaki piękny, wiosenny porządek. W czasie porządkowania często znajduje się dawno zapomniane przedmioty i odkrywa je na nowo – co przydarzyło mi się i teraz.

Uczestnicząc w Blog Forum nauczyłem się, między innymi, tego, że „skromny bloger” to określenie wewnętrznie sprzeczne. Dlatego nieskromnie zauważę, że o argumentach, które obecnie nas wszystkich tak zajmują, pisałem na blogu trzy lata temu.

Odkurzone wpisy są dość obszerne, miejscami zawiłe, ale naprawdę warto (ach ta nieskromność) poczytać o niewidzialnej ręce sztuki, pożytecznych efektach ubocznych, umowie społecznej w sprawie teatru, a także zajrzeć do portfela Pana Prezydenta.

Reklamy