Kultura nie zajmuje w teorii klasy kreatywnej centralnego miejsca (o czym pisałem tutaj). Na dodatek tezy Floridy stosunkowo łatwo poddać zasadnej krytyce, zwłaszcza z pozycji socjologii. Za przykład mogą posłużyć dwa interesujące teksty(Joanny Erbel i Pawła Marczewskiego), które ukazały się na stronie kampanii Kultura się liczy.

To nie oznacza, że z wielu obserwacji i postulatów autora „Narodzin klasy kreatywnej” nie można zrobić dobrego użytku. Na przykład w rozmowach kuratorów, artystów, animatorów z osobami tworzącymi i wdrażającymi miejską politykę kulturalną lub odpowiedzialnymi za rozwój miasta (celowo nie piszę „urzędnikami”, bo to słowo w języku polskim nabiera obecnie pejoratywnego znaczenia).
Argumenty „z Floridy” przydadzą się nie tylko do zmiany, panującego wśród decydentów, klimatu wokół kultury. Pomogą także w staraniach o uzyskanie konkretnych udogodnień, czy wsparcia finansowego dla przedsięwzięć artystycznych. Teorii klasy kreatywnej można użyć i we wnioskach grantowych.

Pragmatyczne podejście? Owszem, w końcu ta teoria powstała w Ameryce.

Dlatego warto zrobić sobie wypisy z Floridy właśnie na potrzeby przekonywania do swoich racji osób zarządzających miastem, ale niekoniecznie dobrze zorientowanych w sprawach kultury. Dzięki „Narodzinom klasy kreatywnej” można znaleźć wspólny język z osobą, której bliższy jest skrót BCG niż, dajmy na to, CSW. Odwołanie do wskaźników, statystyk, korelacji – może pomóc.

Godne uwagi jest to, że Florida nie dostarcza argumentów głównie przedstawicielom dużych instytucji, reprezentantom sztuki wysokiej. A przecież często, jeśli mowa o kulturze w kontekście prestiżu miasta, przywołuje się obecność Filharmonii, Opery, Teatru.
Dzięki teorii klasy kreatywnej to może się zmienić. Swoją szansę zyskują małe wytwórnie płytowe, kluby, grupy teatralne, zespoły muzyczne, tancerze. Nowe inicjatywy, warsztaty twórcze, klubowe koncerty, działania w przestrzeni publicznej. Osobom kreującym takie zjawiska szczególnie polecam pragmatyczną lekturę „Narodzin klasy kreatywnej”.

Na zachętę kilka wypisów:

„(…) miejsca z dynamiczną sceną kulturalną i atrakcyjnym środowiskiem artystycznym generować będą silny wzrost gospodarczy oraz osiągną najwyższy poziom kreatywności i innowacyjności gospodarczej.” (s. 270)

„Okazuje się, że Wskaźnik Bohemy bardzo silnie koreluje ze wszystkimi aspektami rozwoju regionalnego: od regionalnej bazy w zakresie wysokich technologii po przyrost ogólnej liczny ludności oraz wzrost zatrudnienia.” (s. 269) (Wskaźnik Bohemy mierzy liczbę pisarzy, designerów, muzyków, aktorów i reżyserów, malarzy i rzeźbiarzy, fotografów oraz tancerzy w danym regionie).

„(…) dziś kluczem do sukcesu jest stworzenie jak najlepszego klimatu dla ludzi.(…) Oznacza to przede wszystkim konieczność stworzenia i aktywnego podtrzymywania klimatu otwartości na różnorodność oraz inwestowania w atrakcje lifestylowe, z których ludzie będą chcieli jak najczęściej korzystać.” (s. 304)

„Członkowie klasy kreatywnej wolą atrakcje bardziej aktywne, nieformalne, „uliczne”.” (s. 268)

„Zależało mi zwłaszcza na tym, aby w ramach tych badań wprowadzić wyraźne rozróżnienie pomiędzy – z jednej strony – organizowanymi na mniejszą skalę, „ulicznymi” atrakcjami a – z drugiej – tradycyjnymi, dużymi, masowymi atrakcjami, takimi jak zawodowe drużyny sportowe, muzea, symfonie, opery, balety i wszelkie inne instytucje, które miasta zazwyczaj starają się promować, chcąc w ten sposób przyciągnąć ludzi i przedsiębiorstwa oraz umocnić swój status i wizerunek jako metropolii należącej do ścisłej czołówki regionów. (…) Z moich analiz wynikało, że atrakcje kulturalne określonego rodzaju są lepszym sposobem przyciągania zdolnych ludzi i generowania rozwoju branż high-tech niż inne rozwiązania w tej sferze. Co szczególnie ważne, wynikało z nich również, że duże, masowe atrakcje nie są skutecznym środkiem osiągania tychże celów. Pod tym względem zdecydowanie lepiej sprawdzają się mniejsze atrakcje, czyli te rzeczy, o których najczęściej wspominali uczestnicy moich badań focusowych: dynamiczne życie uliczne, łatwo dostępne możliwości odpoczynku na świeżym powietrzu oraz atrakcyjna scena muzyczna.” (s. 268-269)

„Branża technologiczna i scena muzyczna doskonale do siebie pasują, gdyż oba te sektory występują w miejscach, które są otwarte na nowe idee, nowych ludzi i kreatywność. Właśnie dlatego bardzo często powtarzam lokalnym liderom, że znalezienie sposobów wsparcia lokalnej sceny muzycznej jest równie istotne, co inwestowanie w branże high-tech, i przynosi zdecydowanie lepsze rezultaty niż budowanie centrum handlowego w śródmieściu.” (s. 236)

„Bardzo ważnym elementem mieszanki atrakcji i udogodnień oferowanych przez dane miasto jest życie nocne. (…) Najwyżej cenione są zawsze te opcje, które oferują nowe doświadczenia i doznania – ciekawe lokale muzyczne, dzielnicowe galerie sztuki, miejsca dla sztuki performatywnej i teatrów. Dynamiczne, bogate i mocno zróżnicowane życie nocne postrzegane jest przez wiele osób jako wyraźny sygnał, że dane miasto „wie, o co chodzi.” (s. 231-232)

Reklamy