No tak, przecież sprzęgnięcie człowieka z cyberprzestrzenią nie zaszło jeszcze tak daleko, żeby wystarczyło o czymś pomyśleć, by pojawiło się to w sieci jako treść dostępna dla wszystkich. Nadal trzeba napisać tekst, zredagować go, edytować i na koniec zamieścić.

Przyznam, zapominałem o tym i byłem przekonany, że czytelnicy są świadomi tego, że od czasu mojego ostatniego wpisu zastanawiam się od czasu do czasu nad kategorią „mieszczańskiego teatru”, a od niedawna obserwuję dyskusję wokół „planu Hausnera”.
No, ale czytelnicy nie są tego świadomi, mamy 2009 rok, internet dopiero się rozwija i na drodze bezpośredniego przekaz umysł-sieć nadal stoją klawiatura, panel administracyjny itp.

W takim razie zapowiadam, że niebawem na blogu kilka „medytacji mieszczańskich” poświęconych, fascynującej mnie od dawna, kategorii „mieszczaństwo” w wypowiedziach na temat teatru. Nie da się również przejść obojętnie wobec „planu Hausnera”, niewykluczone, że napiszę o argumentach używanych w dyskusji wokół planu.

Reklamy