Na marginesie dyskusji o profesji aktorskiej, która wybuchła kilka dni temu w związku z projektem ustawy o zawodzie aktora aktor Jan Nowicki podzielił się z Dziennikiem kilkoma uwagami na temat, jeśli dobrze zrozumiałem, relacji między sztuką a kulturą masową. Oddaję głos Panu Janowi:

„Oglądalność to największe nieszczęście w sztuce. Oglądalność to są masy, a masy to głupota. Bo czy zaangażowanie amatorki o popularnej twarzy do roli Julii po to, by przyszło kilka kretynek ją zobaczyć, jest słuszne? Ona musi przede wszystkim umieć grać Szekspira: umieć się ruszać, mówić i znać warsztat”. źródło

I jeszcze o (braku) relacji pomiędzy wolnym rynkiem a sztuką:
„Niech mi nikt nie mówi o wolnym rynku w przypadku sztuki, bo to głupota. O wolnym rynku można mówić w przypadku pierogów, a nie muzyki i aktorstwa. Rynek to jest na Kleparzu, gdzie się kupuje jarzyny, a nie w sztuce.”

Wypowiedzi są tak silne i ekspresyjne, że właściwie trudno coś do nich dodać. Nawet, znani z malkontenctwa, użytkownicy forum e-teatru potrafili napisać tylko: „BRAWO JANKU!”, „Wielki szacunek Panie Janie!”, „Brawo Panie Janie!” .

Dlatego moje komentarze będą krótkie. W wypowiedziach Pana Jana moją uwagę zwróciły dwie rzeczy.

Pierwsza z nich to użycie zwrotu „przyszło kilka kretynek ją zobaczyć”.
Gdybym usłyszał taki zwrot w teatralnym bufecie, nic wielkiego by się nie stało. Aktor ma prawo prywatnie mówić o widzach tak, jak mu się podoba. Jednak publiczne nazwanie kilku osób, które, z tego czy innego powodu, wybrały się do teatru (bo jak rozumiem Pan Jan mówi o występowaniu amatorów znanych z seriali w spektaklach teatralnych) mianem „kretynek” mnie razi. Nie razi jednak środowiska teatralnego, co mnie z kolei zdumiewa, podobnie jak w przypadku „prostaków” Zbigniewa Brzozy.

Druga, godna odnotowania rzecz, to mocne odcięcie się od używania kategorii wolnego rynku w przypadku sztuki. Nie wiedzieć czemu, wolny rynek kojarzy się Panu Janowi zdecydowanie kulinarnie, z jarzynami i pierogami. Aż się boję zaprzeczyć, bo w wypowiedziach aktora jest tyle sarmackiej fantazji (tu z kolei ja pozwalam sobie na swobodne skojarzenia), że jakakolwiek próba rzeczowej dyskusji czy próba niuansowania relacji sztuki i mechanizmów rynkowych wydaje się niestosowna. Także tylko odnotowuję próbę wyraźnego oddzielenia sztuki od rynku. Rynku, a zatem również rządzącego produkcją telewizyjną kryterium oglądalności, bo jak mówi Jan Nowicki: „oglądalność to masy, a masy to głupota”.
Na koniec, skoro Pan Jan może sobie swobodnie publicznie nazywać ludzi „kretynami”, to chyba nikt nie będzie miał mi za złe małego argumentu ad personam.
Otóż, Jana Nowickiego, aktora z wyrobionym poglądem na temat mas, można było obejrzeć w serialach „Egzamin z Życia” i „Magda M.”.
Czyli jednak jakiś związek sztuki i wolnego rynku istnieje…

Reklamy