Nie, to nie jest kolejny chwytliwy tytuł, który ma za wszelką cenę intrygować i zachęcać do czytania, nawet, jeśli jest słabo związany z treścią. To są publicznie wypowiedziane słowa dyrektora teatru dużego miasta, który opowiada o nowym festiwalu teatralnym.

Tym samym wracam do tematu, który otwierałem w pierwszym wątku , a który dotyczy wypowiedzi dyrektora Teatru Nowego w Łodzi Zbigniewa Brzozy o teatrze dla inteligencji. Dyrektor Brzoza nie dał na siebie długo czekać i ponownie wypowiedział się o widowni, tym razem w kontekście I edycji festiwalu „Przyjaciele Nowego wychodzą na ulicę”.
W wypowiedzi dla łódzkiego Expressu Ilustrowanego Brzoza mówi tak: „Mam nadzieję, że festiwal się rozrośnie, ale jedno jest pewne: będzie kierowany do inteligencji. Prostakom wara. To będzie twórczość, a nie tania rozrywka.”

W trzech zdaniach, aż dwie zidentyfikowane przeze mnie wcześniej strategie dyrektorskie: określanie pożądanej widowni przez negacje, wskazanie na bliżej nieokreśloną widownię inteligencką.

Najciekawsze w tej wypowiedzi jest bezpodstawne użycie konfrontacyjnego języka. Nie jesteśmy w środku kulturowej wojny, w czasie której prostaccy zwolennicy taniej rozrywki nawołują wszem i wobec do niszczenia przejawów twórczości, a inteligenci muszą chyłkiem przemykać wieczorami do teatru. Owszem są ludzie, którzy nie chodzą do teatru. Jest ich nawet sporo. Wśród nich są tacy, którzy świadomie dokonali takiego wyboru. Są zapewne i tacy, którzy preferują tanią rozrywkę (lub drogą). Ale żadne z tych zjawisk nie uprawnia agresywnego tonu Zbigniewa Brzozy.

Wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia i nie potrafię zrozumieć, jak artyści, którzy wydawało by się, powołani są między innymi do tego, żeby dostrzegać złożoność i niejednoznaczność świata, gdy przyjdzie do opisywania publiczności nie potrafią wznieść się ponad stereotypy i uprzedzenia.
Co bowiem powiedziałby Zbigniew Brzoza na to, że prawdopodobnie większość widowni teatralnej jest zarówno konsumentami „twórczości”, jak i „taniej rozrywki”. Zapewne sami twórcy (aktorzy, reżyserzy) bywają konsumentami „taniej rozrywki”. Dla mnie nic w tym złego, bo na fotelach teatralnych nie siedzą „typy idealne” inteligenta, mieszczanina, burżuja itp. tylko konkretne jednostki, w całej ich złożoności.

Druga zdumiewająca rzecz to akceptacja środowiskowa dla takiego języka (chyba, że się mylę i jutro przeczytam jakąkolwiek reakcję publiczną na tę wypowiedź). Załóżmy, że w ten sposób na temat elektoratu innej partii wypowiedział się polityk. Oczywiście, nacechowane negatywnie wypowiedzi o elektoratach się zdarzają, ale zawsze powodują reakcję, protesty, dyskusję – są naruszenie normy.
Bo Broza nie mówi źle o „partii” – producentach taniej rozrywki, on mówi wprost o „elektoracie” – odbiorcach.

W sferze biznesu również trudno szukać lekceważącego tonu w wypowiedziach o klientach kupujących inne produkty. Oczywiście mówi się źle np. o produktach konkurencji, ale nie o samych klientach. Być może z czysto praktycznego powodu, oni mogą przecież stać się naszymi klientami, dlatego nie należy ich obrażać.
Widocznie Zbigniew Brzoza nie ma takiego nawet praktycznego problemu. Po prostu jego festiwal nie jest „dla prostaków”, nawet gdyby tego chcieli.
Można też przeprowadzić inną analogię i stwierdzić, że festiwal Brzozy jest „dobrem luksusowym”, z „wyższej półki” (jak ekskluzywna restauracja, marka samochodowa Lexus itp.), a „tania rozrywka” to fast-foody, tanie marki samochodowe itp. Przy takim podziale również nie spotkałem sie z lekceważącymi wypowiedziami przedstawicieli „drogich marek”, o osobach kupujących „tanie marki”. Każdy z produktów jest dla innego odbiorcy i nie ma potrzeby tego podkreślać.

Jak widać z wypowiedzi dyrektora Teatru Nowego w świecie teatralnym taka potrzeba istnieje.
Przypomina mi to nieco czasy liceum, w której np. budowało się swoją tożsamość fana hard-core’a w opozycji do „tych co chodzą na dyskoteki”. Skoro teatr inteligencki musi budować swoją tożsamość w opozycji do „prostaków” to widocznie są tego powody, chociaż sądziłem, że z tego się wyrasta.

Możliwe jest jeszcze odczytanie myśli Brzozy jako zamierzonego chwytu pr-owego. Dzięki takim wypowiedziom staje się wyrazisty, kontrowersyjny. Byłoby by jednak naśladowanie najgorszych wzorców marketingu politycznego lub kontrowersyjnych kampanii marketingowych typy „Nie dla idiotów” Media Markt’u.
Chyba że ta wypowiedź jest prozaicznym przykładem na nieobycie z mediami. Dyrektor Brzoza myślał, że wypowiada się dla dziennikarza „nieoficjalnie”, a ten w całej rozciągłości zacytował jego słowa.

Gwoli sprawiedliwości przytoczę cytat raz jeszcze w pełnym kontekście i podzielę się z czytelnikami lekcją, jakiej się nauczyłem czytając tekst Brzozy:
„Tak się cieszę, że tyle inteligentnej publiczności się w Łodzi ujawniło. Dla takiej chcę robić teatr, by Nowy takim właśnie odbiorcom odpowiadał, integrując ich. To jest publiczność, którą na rękach bym do teatru zanosił. Jakie będą przedstawienia i że koncerty muszą się udać to ja wiedziałem przed festiwalem. Ten był organizowany na gorąco, ale na przyszły rok już pewne propozycje są zaplanowane. (…) Mam nadzieję, że festiwal się rozrośnie, ale jedno jest pewne: będzie kierowany do inteligencji. Prostakom wara. To będzie twórczość, a nie tania rozrywka.”

Przyjmowałem założenie, że ludzie teatru tworzą swoje „teorie widza idealnego”, które czasami nie przystają do rzeczywistości. Nie doceniłem jednak tego, że życzliwa rzeczywistość, w krótkim czasie jest zdolna potwierdzić dowolną teorię dyrektora teatru. Jeszcze niedawno Brzoza deklarował, że chciałby, aby do teatru wróciła widownia twórcza, inteligencką i proszę, już się „ujawniła”.

Wyobrażałem sobie drogę „aposterioryczną”, w której na podstawie konkretnych przypadków w całej ich złożoności próbuje się stworzyć ogólny obraz. Tymczasem prostsza jest droga „aprioryczna”, płynnie przechodząca od tego „jak ma być”, do tego „co jest”.

W tym miejscu otwiera się nowy rozdział „badań nad widownią” – ontologia i teoria poznania widowni. Co za tym idzie należy postawić dwa fundamentalne pytania: czy widownia istnieje? czy można ją poznać? I może tym, nie do końca poważnym (chociaż kto wie?) otwarciem zakończę próbując pozbyć się niesmaku po Zbigniewa Brzozy „prostakom wara”.

Reklamy