Maciej Nowak jest dla mnie klasykiem „teorii widza idealnego”. Właściwie to od analizowania jego wypowiedzi rozpoczęła się moja fascynacja tym, co ludzie teatru mówią o teatrze w konfrontacji z teatralną codziennością.

Powrócę tutaj do wypowiedzi Maciej Nowaka z czasów, gdy był dyrektorem Teatru Wybrzeże. Chodzi o fragment manifestu „My, czyli nowy teatr” z 2004 roku. Żeby nie zgubić kontekstu pozwolę sobie na długi cytat.

„Dzisiejszy teatr nie jest już też zjawiskiem inteligenckim, przynajmniej w tym wymiarze, w jakim bywał wyrazem aspiracji tej grupy społecznej w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nowy teatr przestał być azylem dla grupy mądrali i kulturalnych ciotek przekonanych o swojej wyjątkowości. Nie chcemy ich widzieć w naszym teatrze, bo ostatnia dekada pokazała, że ci rzekomi depozytariusze polskiego sumienia i dobrego smaku tak naprawdę nie sprostali wyzwaniom czasu. To tylko letnicy. Tak zwana polska inteligencja nie traktuje już wizyt w teatrze, czytania książek, uczestnictwa w koncertach jako rzeczy niezbędnych. Zajęła się spłacaniem kredytów, urządzaniem mieszkań, wyjazdami do Grecji i Hiszpanii. I ciągłym narzekaniem, które usprawiedliwia pasywność intelektualną i konsumpcyjny apetyt. Nowy teatr nie ma z tą publicznością wspólnych tematów. Dużo bardziej interesuje się tymi, których spotyka się w klubach, kinie, dziewczynami i chłopakami z klubów motocyklowych, młodymi intelektualistami, robotnikami-fachowcami, bywalcami koncertów, bezrobotnymi i tymi szukającymi swego miejsca w świecie. Tej publiczności nie interesuje teatr będący konwencjonalnym, kulturalnym gestem. By ją zaciekawić, niezbędne są wyraziste poglądy, orientacja w świecie, odwaga formułowania diagnoz. ” [źródło]

Pierwsza część to moim zdaniem słuszna diagnoza sytuacji, o czym wspominałem już wcześniej przy okazji wypowiedzi Zbigniewa Brzozy.
Rzeczywiście zjawisko inteligenckiego teatru nie istnieje. Inteligencja nie jest ani grupą szeroko reprezentowaną w teatrze, ani nie jest grupą, która wyznacza teatralne standardy. To pierwsze potwierdzają obserwacje widowni teatralnej, to drugie śledzenie dyskursu na temat teatru.

Przy okazji, znowu pojawia się przykład na określanie pożądanej widowni przez negację. Przy czym inaczej niż u Brzozy tutaj to inteligencja jest wykluczona (aż do deklaracji „nie chcemy ich widzieć w naszym teatrze”). Swoją drogą nie do końca rozumiem dlaczego dyrektorzy teatrów mają skłonności do wykluczania różnych grup z widowni. To tak, jakby misjonarz powiedział, ale tych i tych nawracał nie będę, niech nie przychodzą na moje kazania. (W tym miejscu sam przyłapałem się na niekonsekwencji, bo osobiście chętnie wykluczył bym z teatralnej widowni snobów.)

Przy czym nie podzielam, wyczuwalnej u Macieja Nowaka, pretensji do inteligencji za spłacanie kredytów, urządzanie mieszkań i wycieczki. Więcej, mam niejasne przeczucia, że nawet np. członkowie Krytyki Politycznej oddają się tym czynnościom (spłacanie, urządzanie, wypoczywanie). Dla mnie nie jest to zarzut, ja to akceptuję i nie dostrzegam strukturalnej niemożności pogodzenia „konsumpcjonizmu” z „uczestnictwem w kulturze”.

Oczywiście rozumiem intencje wypowiedzi, chodzi o to, że inteligencja „zdradziła” ideały. Ja nazwał bym to raczej zanikiem inteligencji, która rozpłynęła się w grupie profesjonalistów (czy niższej klasy średniej) [więcej pisze na ten temat np. Frank Furedi w książce „Gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?”].

Można też diagnozę Macieja Nowaka rzucić na szersze tło i zapytać, czy faktycznie należy krytykować „inteligencję” (naprawdę nie mogę się zdecydować, czy używać cudzysłowu, czy nie) za konsumpcjonizm. Czy faktycznie ta warstwa została dotknięta konsumpcjonizmem w jakiś wyjątkowy sposób? Czy też dotknęło ją to samo zjawisko, które dotknęło i dotyka inne warstwy społeczne.
Pewnie właśnie tak jest – a „wina” inteligencji polega na tym, że powinna się tej fali konsumpcjonizmu oprzeć, ale tego nie zrobiła.

Potrafię zrozumieć radykalny punkt widzenia który konsumpcjonizm (obrazowo opisany przez Nowaka jako: spłacanie, urządzanie, wypoczywanie) traktuje jako zjawisko jednoznacznie negatywne. Jednakże konsekwencją takiego punktu widzenia może być trudność w odnalezieniu „dziesięciu sprawiedliwych”.
Bo jeżeli całe społeczeństwo zostało dotknięte konsumpcjonizmem, to gdzie szukać tych, którzy są czyści?

Dlatego dużo ciekawsza dla mnie jest druga, konstruktywna część wypowiedzi Maciej Nowaka, w której opisuje nową publiczność – ten właśnie opis ma dla mnie znamiona „teorii widza idealnego.” Ale to już temat na osobny post.

Reklamy