‚Na widowni jest pięknie. Na „Eurazji” są wspaniałe owację. Widzę młodą burżuazję z Trójmiasta, która przychodzi do nas i sama kupuje bilety. To jest fantastycznie.’

Marek Weiss-Grzesiński, Dyrektor Opery Bałtyckiej

[źródło: wywiad na portalu trójmiasto.pl http://kultura.trojmiasto.pl/Burzliwe-zycie-Opery-Baltyckiej-w-Gdansku-n28403.html ]

Nic nowego, podobnie jak u Zbigniewa Brzozy, dyrektor opery ma wizję swojej widowni. Trzeba oddać Weiss-Grzesińskiemu, że idzie krok dalej od Brzozy, to znaczy nie deklaruje że chciałby robić teatr/operę tylko dla burżuazji (inaczej niż w koncepcjach ‚teatr dla inteligencji”). Co więcej, on nie mówi, czego by chciał, on już teraz Widzi. To mi się właśnie podoba w  cytacie – siła poetyckiej wizji.

W tej wypowiedzi urzeka mnie użycie terminu „burżuazja” w odniesieniu do współczesnych mieszkańców Trójmiasta. Oczywiście w żaden sposób nie kwestionuję tego, że dyrektor opery widział na widowni młodą burżuazję. Niestety z wywiadu nie można wywnioskować po czym można tę „młodą burżuazję” rozpoznać .

Dlatego mówię o poetyckiej sile tego sformułowania, bo jeśli określenie ‚młodą burżuazję z trójmiasta’ zastąpimy określeniem ‚osoby, które ukończyły studia, obecnie pracują i stać je na zakup biletu do opery w cenie biletu normalnego’ to czar pryska. Bo moje domysły na temat bliższego znaczenia kategorii ‚młoda burżuazja’ nie przebijają się ponad taki banalny poziom.

Jak zresztą nietrudno się domyślić taka jest przyjęta przeze mnie metoda: zderzenie często górnolotnych i życzeniowych opisów ludzi teatru z, może trochę mniej eleganckimi, tzw. ‚brutalnymi faktami’. I to wcale nie na niekorzyść faktów, bo, może zajmę się tym szerzej w odrębnych postach, przekrój społeczny osób, które chodzą do teatru/opery jest bardzo interesujący i różnorodny, często zaskakujący i dający do myślenia.

No ale jaki Dyrektor powie na przykład: ‚Chciałbym robić teatr dla emerytów, to grupa bardzo wrażliwych osób, ciekawych świata, grupa wiernych i uważnych widzów. Mają dużo czasu i, co zauważyły już światowe koncerny, wbrew stereotypom, coraz więcej pieniędzy do wydania’. Sądzę, że na razie takich wypowiedzi nie będzie wiele (ja jeszcze nie natrafiłem na żadną, ale chętnie przeczytam), nawet gdybyśmy zastąpili słowo ’emeryt’ słowem ‚senior’.

Tymczasem w świecie wyobraźeń ludzi kultury nadal trwa czas (czar?) inteligencji i młodej burżuazji. Oraz kilku innych grup, o których wkrótce napiszę.

Chociaż, gdybym jako socjolog-antropolog kultury miał się wybrać na obserwowanie ‚obyczajów młodej burżuazji z Trójmiasta’ wybrałbym się nie do Opery, tylko do Sopotu i to bynajmniej nie na Scenę Kameralną;)

 

Reklamy